18 stycznia 2018

Kapitan Nauka: Kapitalne łamigłówki i zagadki

Jako dziecko lubiłem rozwiązywać wszelkiej maści rebusy, krzyżówki, łamigłówki i tym podobne szarady. Kupowałem najpierw książeczki dla dzieci, z takimi zadaniami, a potem przerzuciłem się na bardziej zaawansowane zagadki. Z czasem jednak mój zapał się wyczerpał, choć w pewnym sensie zamiłowanie do tej formy rozrywki pozostało u mnie, w postaci gier point&click. Nadal uwielbiam ten gatunek, wracając co jakiś czas do takich tytułów jak "Najdłuższa podróż", "Syberia" czy "Deponia". Tamtejsze zagadki są jednak z goła inne, często absurdalne, tymczasem w szaradach liczyła się czysta logika. Seria "Kapitalne łamigłówki i zagadki" jest swoistym hołdem dla tego gatunku. Co prawda nie idealnym, ale porządnie zrobionym. Dziś przyjrzymy się tej serii, aby dowiedzieć się co faktycznie oferuje.

17 stycznia 2018

Requiem Króla Róż #1

Prace Williama Szekspira nie są mi szczególnie bliskie, choć oczywiście w czasach licealnych czytałem takie dzieła jak "Makbet", "Romeo i Julia", "Otello" czy "Wesołe kumoszki z Windsoru". Przyznaję się, ze przez "Hamleta" nie byłem wstanie przebrnąć, mimo czterokrotnego podejścia do tej sztuki. Podobnie miałem w przypadku "Króla Lear", a samego "Otello" ledwo ścierpiałem. Jednak tym co podobało mi się w sztukach, wielkiego, angielskiego poety, to czerpanie garściami z historii. Ta dziedzina nauki, zawsze była mi bliska, ponieważ lubiłem poznawać zamierzchłe czasy naszego kontynentu. "Requiem Króla Róż", odnosi się mimochodem, bazując głównie na dwóch sztukach Szekspira, do jednego z najważniejszych wydarzeń w dziejach Anglii. Bardzo krwawego konfliktu, znanego dziś jako Wojna Dwóch Róż. Było to jedna z najbardziej bratobójczych wojen domowych, rozegrana na terenie Anglii. Dwa wielkie rody, Lancasterowie i Yorkowie rościli sobie prawa do tronu. Zamieniło się to w wieloletni konflikt, który pochłonął dziesiątki tysięcy istnień. Prezentowany tutaj pierwszy tom mangi, odnosi się do tych wydarzeń, jednak przez pryzmat sztuki "Ryszard III" oraz "Henryk VI". Sam autor zaznacza, że seria nie jest powieścią historyczną, a jedynie luźno do niej nawiązuje. Co jednak ważniejsze - robi to bardzo umiejętnie.

16 stycznia 2018

Lucky Luke #78: Wujaszkowie Dalton

16 lipca 2001 roku odszedł z tego świata Maurice de Bevere. Belgijski rysownik i scenarzysta komiksowy, no bardziej rysownik, znany pośród fanów komiksu jako Morris. Dla tych, którym to nazwisko nic nie mówi, niech wystarczy informacja, ze człowiek ten był odpowiedzialny za powstanie jednej z najbardziej słynnych serii komiksowych. Oto ojciec Lucky Luke'a. Narysował on przeszło 70 albumów o przygodach samotnego kowboja i jego wiernego rumaka Jolly Jumpera, z czego niemal 30 z jednym z ojców Asteriksa i Obeliksa - słynnym Rene Goscinnym. Po przedwczesnej śmierci, wielkiego scenarzysty, Morris nie zaprzestał prac nad serią i zapraszał do współpracy nowe osoby. Jedni zostali na dłużej inni poprzestali na pojedynczym epizodzie. Jednak nawet śmierć tego wielkiego artysty, nie zakończyła przygód słynnego kowboja, który po każdej awanturze zmierza na grzbiecie swego rumaka w stronę zachodzącego słońca, nucąc znaną mu dobrze piosenkę. "Wujaszkowie dalton" ukazali się w 2014 roku we Francji, a do nas zawitali dopiero trzy lata później. Warto było czekać, bo zespół złożony z Achde (rysunek), Laurenta Gerra i Jacquesa Pessis (scenariusz), dokonał tego, czego chcieli czytelnicy. Zachował pełnię klimatu z oryginalnej serii, oddając tym samym hołd Morrisowi i Goscinnemu. Oto historia, jak Averell został ojcem chrzestnym.

15 stycznia 2018

Thorgal młodzieńcze lata #5: Slivia

Podseria "Młodzieńcze lata", w moim odczuciu, jest obecnie jedyną wartościową "kontynuacją" przygód Thorgala Aegirsona. Surżenko umiem wyczuć klimat tej sagi i odpowiednio napisać historię dla jej prequela, uwzględniając całą serię główną. Oczywiście mowa tutaj o tych albumach, nad którymi pracował Van Hamme, bo tak naprawdę to on stworzył legendę tej postaci. Surżenko odrabia za każdym razem rzetelnie pracę domową i jak dotąd, żaden z tomów tej podserii nie zawiódł moich oczekiwań. Nie inaczej jest i w tym wypadku, gdzie w końcu poznajemy losy Slivii. Pięknej i niebezpiecznej władczyni Lodowych Mórz oraz jednej z nielicznych krewnych Syna Gwiazd. Fabularnie przed czytelnikami jeszcze daleka droga do "Zdradzonej czarodziejki", ale to dobrze. Bo przygoda naprawdę nabiera tempa, choć aby ją w pełni pojąć należy znać całą serię na wylot.

14 stycznia 2018

Lady S #1:Na zdorowje, Szaniuszka!

Zawsze ceniłem Jeana Van Hamme jako scenarzystę. Tak jak zapewne wiele innych osób, mój pierwszy kontakt z tym autorem został zainicjowany dzięki serii "Thorgal". Później było kilka innych, równie udanych serii, a obecnie w moje ręce trafiła "Lady S". Została u nas wydana dość późno, bowiem dopiero w 2015 roku, zaś sam komiks ujrzał światło dzienne już w 2004. Dobrze jednak, że ktokolwiek zdecydował się po niego sięgnąć, bo jest warto tego, aby choć raz mieć z nim styczność. Na te krok zdecydowało się malutkie wydawnictwo Kubusse, które sukcesywnie publikuje kolejne albumy z serii, liczącej obecnie 12 tomów. Na dzień dzisiejszy mamy ich sześć, ale dziś przyjrzymy się pierwszemu z nich. Bo to właśnie w nim poznajemy główną bohaterkę, tajemniczą dziewczynę z Estonii, która urodziła się jeszcze pod rządami Sowietów. Zaś przeszłość ma natomiast tą, niepożądaną cechę, że potrafi do nas wracać w najmniej oczekiwanym momencie.

13 stycznia 2018

Podboje #3: Krew Scytów

Pierwsze dwa albumy miniserii "Podboje" jakoś mnie nie zachwyciły. Były po prostu niezłe, do tego z minusem. Owszem ładna kreska, sporo nawiązań historycznych oraz kulturowych do Hetytów, Scytów i Babilończyków, ale w ogólnym rozrachunku całość nie porywała. Komiks ze względu na swój charakter, sporą dawkę przemocy, negliżu i scen erotycznych, przeznaczony jest tylko dla dorosłego czytelnika. Niemniej na tym polu o wiele lepiej spisują się serie takie jak "Murena" albo "Orły Rzymu". Trzeci tom "Podbojów" zatytułowany "Krew Scytów" w końcu mnie jednak pozytywnie zaskoczył. Nie jakoś porażająco, ale zachęcił do tego, aby poznać historię do końca. Co to sprawiło? Odpowiedź znajdziecie poniżej.

12 stycznia 2018

Filmowy Piątek: Zakochany pingwin

W latach 90-tych XX wieku powstało wiele wspaniałych filmów. W tym animacji, niekoniecznie ze stajni Disneya. . Jednym z takich przykładów jest "Zakochany pingwin", musical gdzie głównymi bohaterami są Pingwiny Adeli, lub też inaczej Pingwin białooki. Te małe ptaki zamieszkujące wybrzeża Antarktydy, mają osobliwy zwyczaj. Otóż w porze godów samce szukają jak najładniejszego kamyka, który potem wręczają swojej wybrance. Jeśli samica przyjmie podarek, pingwiny łączą się w parę na całe życie. Nie inaczej wygląda to w przedstawionej tu animacji, a głównymi bohaterami są nieśmiały Hubie, jego wielka miłość, zresztą odwzajemniona, imieniem Marina i rywal Drake, ogromny, silny i okrutny pingwin, zamieszkujący wyspę czaszki. Jak łatwo się domyślić, Hubie szybko wpada w tarapaty, stając oko w oko z rywalem. Po przegranej bitwie trafia na statek ludzi, gdzie spotyka bardzo osobliwego sojusznika. Walecznego pingwina złotoczubego imieniem Rocko. Jednak prawdziwa przygoda, ma się dopiero zacząć.

Filmowy Piątek: Stalowy gigant

W 1999 roku do kin trafiła animacja, który okazał się finansową klęską dla studia Warner Bros. "Stalowy gigant" okazał się za trudny dla najmłodszej widowni, a niestety film był pod nią promowany. Tymczasem pod płaszczem sympatycznie wyglądających rysunków, garści humorystycznych zagrywek i pięknej muzyki, kryje się poważny dramat. W całość umiejętnie wkomponowano paranoję jaka pojawiała się podczas pierwszych dwóch dekad Zimnej Wojny oraz rozbudowaną definicję poświęcenia. Tak, też było dużo mowy o przyjaźni, oddaniu i wierności, ale to właśnie poświęcenie jest najważniejszym punktem tego filmu. Nie było zatem szans, aby taka produkcja, kosztująca blisko 70 milionów dolarów, zwróciła się z kin. Na szczęście po dziś dzień trwa z nami w formie DVD, po które chętnie sięgam, a patrząc po wypowiedziach na różnych forach tematycznych, młodzi rodzice podsuwają tą animację swoim pociechom. Dziś przypomnimy sobie to wielkie dzieło oraz powiemy, dlaczego warto przedstawić je młodemu pokoleniu, z nadzieję, że uczynią to samo w przyszłości.

11 stycznia 2018

Kapitan Nauka: Ortografia

Ortografia. Moja zmora z czasów szkolnych, ale i obecnie potrafi doprowadzić mnie do białej gorączki. Mimo, że skończyłem edukację, piszę ogromne ilości materiałów, to niestety nadal popełniam błędy. Z jednej strony mam trochę bardziej pod górkę, bo od małego nie rozróżniam symboli. Z tego powodu część liter i cyfr zlewa mi się w jeden obraz. Pamiętam jak nauczyciele w poradni mieli ze mną ciężko, bo napisałem słowo "Rycerz" w pięciu, różnych formach (czterech błędnych i jedną poprawnie), ale sam byłem absolutnie pewien, że widzę tam to samo słowo. Po monstrualnym nakładzie pracy, dziś jestem w stanie w miarę składnie pisać, choć do ideału dziennikarskiego mi daleko i zapewne zawsze tak będzie. Jednak dziś panuje tendencja, która za mojego dzieciństwa była nie do pomyślenia - jestem "Dys...", to nie muszę nad sobą pracować. Zatem ogromna ilość ludzi, która "cierpi" na dysortografię, to po prostu lenie. Sam jestem żywym przykładem na to, że nawet człowiek z uszkodzonym ośrodkiem poznawczym, jest wstanie w dużym stopniu obejść swoje słabości. Dlatego zawsze witam wszelkie gry uczące słownictwa z otwartymi rękoma i nie inaczej było w przypadku Kapitana Nauki. A konkretniej jego serii o ortografii.

10 stycznia 2018

Saga #2

Pierwszy tom "Sagi" strasznie mnie wkręcił. Głównie ze względu na świetny przekaz, gdzie na tle bardzo prostej i niewyszukanej historii, ukryto wiele odniesień do realnego świata. Drugi tom tylko podsycił apetyt za sprawą dwóch rzeczy - rodziców Marko oraz jego byłej narzeczonej Gwendolyn. Fenomenalnie uzupełnili oni historię, dając początek nowym wątkom fabularnym i budując relacje z bohaterami, których poznaliśmy w pierwszym albumie. W moim odczuciu drugi tom "Sagi" jest swoistym rozwinięciem wydarzeń z poprzedniego i kończy się z bardzo mocnym przytupem. Dziś przedstawię wam pełną listę powodów, dla których warto sięgnąć po tą serię, mimo jej dość dziwnego, miejscami bardzo kontrowersyjnego, uniwersum.

9 stycznia 2018

DC Odrodzenie - Batman Detective Comics #1: Powstanie Batmanów

Seria Detective Comics powinna być bliska każdemu miłośnikowi Obrońcy Gotham. To właśnie na jej kartach w 1939 roku po raz pierwszy wystąpił heros przebrany Batmana. Rok później dołączył pierwszy Robin, czyli Dick Grayson, który później przyjął pseudonim Nightwing. O tych faktach wspomina Małgorzata Chudziak, we wstępie do tego albumu. "Powstanie Robinów" to pierwszy tom Batman Detective Comics w DC Odrodzenie i w przeciwieństwie do kilku innych albumów, jakie przyszło mi przeczytać, w tym koszmarną Ligę Sprawiedliwości #1, ten komiks naprawdę trzyma wysoki poziom. Jest mroczny, brutalny, dynamiczny i posiada kilka ciekawych zwrotów akcji. Co jednak najważniejsze, ostatnia scena naprawdę sprawiła, ze koniecznie chce wiedzieć co będzie dalej. Podczas lektury czułem się tak, jak przy lekturze pierwszych tomów Batmana od Snydera. Do tego nowa ekipa, pod przewodnictwem Kate Kane, kuzynki Bruca Wayne'a, wypada wyśmienicie.

8 stycznia 2018

Dobry, Zły i Munchkin

"Munchkin" jest jedną z najbardziej znanych gier karcianych. Jedni go nienawidzą, inni kochają. Mój stosunek do tej gry jest mieszany. Z jednej strony doceniam go za potencjał, z drugiej nie lubię tej gry, a po wielu latach ogrywania różnych wersji, trochę mi się przejadł. To nie jest tak, że odmówię partyjki, ale jak nie mam pod ręką piwka lub innych procentów, to raczej do "Munchkina" nie zasiądę. Recenzowałem zresztą ogromną liczbę wersji tej gry, od naprawdę udanych Piratów, przez dużo gorszych Zombie czy niezłego Pathfindera. Miałem też do czynienia z kilkoma innymi rodzajami jak Munchkin Panic, koszmarny Munchkin Quest, albo całkiem udany Munchkin Lista skarbów, będący w istocie kopią Listu miłosnego. Dlatego dziś nie będę opisywał mechaniki tej gry. Zamiast tego przedstawię wam moje wrażenia z balansu tej edycji, tego jak ona wykorzystuje temat westernów, co w niej gra, a czego brakuje. Zapraszam zatem do lektury materiału, który jest czymś pomiędzy recenzją, a artykułem.

7 stycznia 2018

TOP 12 #1: Najlepsze komiksy przeczytane w 2017

Mamy nowy rok, zatem trzeba podsumować poprzedni. W 2017 przeczytałem w sumie blisko dwieście komiksów. Ponad sto doczekało się recenzji, z czego część pojawi się dopiero w pierwszym kwartale tego roku. Postanowiłem zatem stworzyć listę, taką jaką planowałem na podsumowanie 2016 roku. Tamta jednak nie doszła do skutku, bo w natłoku pracy o niej zapomniałem, potem gdzieś zgubiłem notatki, a gdy je znalazłem było już dużo za późno, aby to wertować. Niemniej w tym materiale ją przybliżę. Zaznaczam też, że moja lista jest trochę inna, bo nie dotyczy komiksów wydanych w danym roku, a komiksów jakie w danym roku przeczytałem. Zatem pojawiają się na niej tytuły starsze lub wznowione. Mam też dość specyficzny gust, a jak wiadomo takie zestawienia zawsze są czysto subiektywne. Dlatego na wstępie uprzedzam, że poniższy materiał jest bardzo subiektywny, może zawierać spoilery oraz dotyczy tylko i wyłącznie komiksów, jakie przeczytałem w 2017 roku. Nie zrecenzowałem, a przeczytałem. Zainteresowanych zapraszam zatem do lektury niniejszego materiału.

6 stycznia 2018

Chrum, Chrum!

W nowym roku warto przypomnieć sobie gry, które są już z nami wiele lat, a nadal potrafią cieszyć nowe pokolenie graczy. Jedną z nich jest "Chrum, Chrum!" wydane w 2014 roku przez wydawnictwo G3. Ta malutka i niepozorna gra karciana, potrafi dawać masę frajdy zarówno dzieciom jak i starszym graczom. Świetnie pomyślany filler, który jednak potrafi przyciągnąć do siebie na kilka godzin. Przy okazji jest on nieco trudniejszy od "Dobble" bo oprócz spostrzegawczości, liczy się tutaj również zręczność i umiejętność szybkiego dodawania.

5 stycznia 2018

Filmowy Piątek: Troll w Nowym Jorku

Będąc dzieckiem, a w praktyce już nastolatkiem, bo miało się te dwanaście lat, byłem dumnym posiadaczem kasety VHS z bajką "Troll w Nowym Jorku", która ukazała się w 1994 roku. Zakupiona za nie małe pieniądze na gdyńskim targowisku, gdzie handlarze oferowali najróżniejsze filmy, puszyłem się jak paw, mając ten tytuł w swej coraz większej kolekcji. Dziś wracam do niego sporadycznie na You Tube, gdyż kaseta została w praktyce zajechana. "Troll w Nowym Jorku" zdobył w Polsce dość spory rozgłos, ale w USA film przegrał z innymi, podobnymi produkcjami. Warto jednak sobie go przypomnieć, bo fabuła nie jest zła, tylko troszkę mało dopieszczona i miejscami rozwodniona. Z drugiej strony, całość ma bardzo mocne przesłanie, a rysunek po dziś dzień trzyma dość wysoki poziom. Zapraszam was zatem do kalejdoskopu wspomnień i wyruszenia w podróż po snach wraz z Trollem Stanley'em i jego czarodziejskimi zdolnościami.