3 grudnia 2016

Potwory do szafy

Ogólnie wiadomo, że małe dzieci boją się potworów czających się wokoło łóżka. Należy je wtedy przepędzić tam gdzie ich miejsce, czyli do wielkiej, drewnianej szafy, pełnej ubrań, tajemnic i sekretnych zakamarków. Potwory do szafy to gra osadzona w tym temacie i skierowana do najmłodszej widowni w świecie gier planszowych. Może okazać się remedium dla tych szkrabów, które naprawdę boją się wyimaginowanych potworów lub są fanami filmu Potwory i spółka. Zabawa prosta, tania i przyjemna choć niestety ma ograniczoną żywotność z racji na docelowego odbiorcę.  Jak się w to gra? Cóż, na to pytanie odpowiadam poniżej.

2 grudnia 2016

Elektra: Assassin

Elektra: Assassin to wydanie zbiorcze ośmiu tomów mini-serii o tym samym tytule, wydane z końcem lat 80-tych XX wieku. Historia powstania komiksu jest dość ciekawa, gdyż była to śmiała odpowiedź studia Marvel na poczynania konkurencji, zarówno na ich własnym podwórku jak i w Europie. O szczegółach tego manewru czytelnik może się dowiedzieć na samym końcu komiksu w posłowiu Jerzego Szyłaka, przedstawiającego w ciekawy sposób to jak Frank Miller i Bill Sienkiewicz rozpoczęli pracę nad tym ciekawym dramatem psychologicznym. Owszem, Elektra Assassin mocno odbiega swą formą, zarówno wizualną jak i fabularną od powszechnego stereotypu jaki krąży o komiksach poświęconych superbohaterom. Owszem, nie jest on bezpodstawny bowiem mamy tony przykładów klasycznego zamaskowanego bohatera, który walczy ze złem i zawsze, niczym Agent 007, uchodzi zwycięsko, to jednak sporo komiksów pokazuje inna relację tych postaci w konfrontacji ze "złem". W moim odczuciu praca Millera i Sienkiewicza, przynajmniej od strony podejścia do scenariusza, jest zbliżona do tak poważnych serii jak Spawn (którego uwielbiam) czy Śmierć autorstwa Neila Gaimana. To poważna historia, w której występują dwaj główni bohaterowie, walczący z sobą, przezywający koszmary i własną agonię, zaś tylko od czytelnika zależy co uzna w tej opowieści za wymysł ich wyobraźni, a co za rzeczywistość.

Ego

Gier towarzyskich nigdy za wiele, szczególnie tych ładnie wydanych. Ego to klasyczny przykład swego gatunku, który wyszedł spod skrzydeł wydawnictwa Trefl. Jest prosty, szybki i można się w niego bawić w większym gronie znajomych. Jak wypada zatem na tle konkurencji, nawet z tej samej stajni? Cóż, całkiem nieźle choć nie jakoś wybitnie. Mamy tutaj do czynienia z standardem, choć podanym w ładnej oprawie graficznej, solidnie wykonanej od strony jakości i dobrej, jeśli chcemy w łagodny sposób wprowadzić nasze towarzystwo do świata gier planszowych. Szczególnie jeśli grupa lubi... hmm... typowo studenckie życie.

1 grudnia 2016

Duplik

Czas zaprezentować kolejna grę towarzyską, która tym razem nie do końca wypaliła. Wedle hasła reklamowego "Duplik jest grą o rysowaniu dla tych co nie potrafią rysować" i to się zgadza, tylko że niestety działa tak sobie. Nie zrozumcie mnie źle - ta gra działa, tylko zwyczajnie szybko się wypala i potrafi trafić do serc dość wąskiej grupy ludzi. Po pierwszym "Łał" szybko przychodzi zniechęcenie, czasem nawet frustracja i Duplik ląduje na półce gdzie wszyscy o nim zapominają. Co jest tego głównym powodem? Cóż, klika czynników, ale osobiście obstawiałbym wyścig z czasem.

Zombiaki Ameryki

Witajcie na szlakach po Ameryce z grupami żywych trupów w tle. Wszystko tutaj jest zniszczone, na każdym kroku czyha niebezpieczeństwo, a my musimy przemierzyć cały kraj aby dostać się do celu - nowego domu. Zombiaki Ameryki to mocno satyryczna gra przygodowa, w której przyjdzie nam zaplanować naszą tułaczkę przez USA w celu znalezienie upragnionego domu. O zawartości pudełka pisałem w unboxingu, przejdźmy zatem do mechaniki oraz podsumowania tego nieco śmiesznego tytułu. Już na wstępie muszę przyznać, że w pierwszych wrażeniach popełniłem dwa błędy w ocenie. Z wad należałoby wykreślić przyswajanie instrukcji, gdyż gra wcale nie posiada tak wielu zasad jakby mogło się wydawać. Niestety też z czasem widzimy jak klimat powoli, jednak systematycznie się ulatnia. Jednak nie dzielmy skóry na truposzu, póki go dobrze nie poznamy.

30 listopada 2016

Thorgal #35: Szkarłatny ogień

Najpierw przyszła kolej na zmiany w opowieści o Kriss de Valnor na stanowisku scenarzysty, a teraz dotknęło to serii głównej. Śmiało mogę powiedzieć, że jest to dobra zmiana, bo Yves Sente niemal zabił obie linie fabularne, mącąc w nich przeraźliwie. Na jego miejsce wszedł Xavier Dorison, który miał przed sobą naprawdę arcytrudne zadanie posprzątania całego bałaganu związanego z Czerwonymi Magami, odrodzeniem się ich przywódcy w ciele Aniela i sensownym połączeniem tego z wątkiem prowadzonym w spin-offie o Kriss de Valnor. Misja zakończyła się powodzeniem i choć komiksowi nadal daleko do tego co stworzył Van Hamme, to patrząc na schedę jaką otrzymał Dorison po Sente, można mówić o pełnym sukcesie. Jak tego dokonał? Cóż... bardzo żmudną i wyjątkowo karkołomną pracą.

Thorgal #34: Kah-Aniel

Nasz dzielny wiking ściga nadal Czerwonych Magów, którzy porwali mu syna spłodzonego z Kriss de Valnor. Jednak fabuła nie tylko zawodzi, ale zwyczajnie wlecze się niemiłosiernie. Po nawet udanym, choć nie rewelacyjnym, Statku Mieczu, nadszedł czas czas na odwiedzenie Bag-Dadhu i... jeszcze większe zagmatwanie całej sprawy. Niestety tak Sente po nawet ciekawym zapoczątkowaniu swych prac nad serią, w tym opowieści o Kriss de Valnor, ostatecznie w tym tomie udowodnił, że przedobrzył i zwyczajnie pogubił się w całej fabule. Już jego prace w Czynie godnym królowej i Sojuszach naprawdę potrafiły trącić wtórnością oraz nudą, jednak dopiero Kah-Aniel udowodnił jak bardzo ten scenarzysta nie nadaje się do prac nad serią o przygodach Dziecka z Gwiazd. W przeciwieństwie do spin-offu o Louve, który miał marny początek, zaś potem jego poziom zaczął powoli iść w górę, historia opowiedziana w głównej serii zwyczajnie nuży, a wszystko za sprawą niepotrzebnego komplikowania i tworzenia tasiemcowatych "legend".

29 listopada 2016

Thorgal #32: Bitwa o Asgard

Bitwa o Asgard to już trzydziesty drugi zeszyt poświęcony przygodom dzielnego Dziecka z Gwiazd, które wychowało się pośród Wikingów Północy. Choć w zasadzie teraz seria opowiada więcej o losach syna Thorgala, Jolana, który to służy Manthorowi, półczłowiekowi, pół bogowi będącego władcą Międzyświata. Wątek z tytułowym bohaterem serii został natomiast zepchnięty na drugi plan i robi niejako za tło obecnej opowieści. Niestety okazuje się, że tło wypada o wiele ciekawiej oraz dynamicznej od głównego nurtu fabuły, choć i tam nie brak wtórności oraz potknięć.

Capital

Historia Warszawy jest burzliwa i nie rzadko pełna przemocy, jednak w Capital nie będziemy przybliżać jej mrocznych czasów, a budować to miasto. Gra zabiera nasz w podróż po głównych okresach rozbudowy Warszawy, choć podczas samej rozgrywki ten temat gdzieś chyłkiem zdaje się umykać. Niemniej sama zabawa jest przednia, zaś Capital posiada sporą dawkę materiałów edukacyjnych, mogących zarazić sobą dzieci do poszukania w książkach (tak, te relikty nadal istnieją) więcej informacji o obecnej stolicy naszego Kraju. Zapraszam zatem do bliższemu przyjrzeniu się tej ciekawej grze familijnej, która skierowana jest raczej do bardziej obytych z planszówkami ludzi.

28 listopada 2016

Obywatel roku

Norweski humor jest dość specyficzny, jednak potrafi znaleźć spore grono odbiorców w naszym Kraju. Obywatel roku to jednak nie typowa komedia, a raczej dramat kryminalny, ciężki jak produkcje braci Coen, ale w pewnym stopniu nawiązujący do przewrotności spod szyldu Pulp Fiction czy Tajne przez poufne. Przepiękne, skandynawskie krajobrazy oraz ciężki klimat połączony z zadumą, mieszają się z humorem sytuacyjnym oraz gangsterskimi wybuchami wściekłości rodem z czarnych komedii. O czym jednak jest Obywatel roku? Otóż o człowieku, który zyskał to miano i po odkryciu ze zamordowano mu syna wymierza sprawiedliwość na własną rękę. Co zatem może być tutaj śmiesznego? Wszystko, szczególnie gdy Norwegowie sami śmieją się z swego systemu socjalnego.