7 maja 2018

Mgła, sezon 1

Z literacką twórczością Stephena Kinga nigdy nie było mi po drodze. Jedyna książka tego autora, która przypadła mi, jako tako, do gustu to "Smętarz dla zwierząt". Zdecydowanie bardziej wolę filmy robione na podstawie jego książek i nowel. O serialu "Mgła" usłyszałem wiele złego. Sprzedał się słabo, dlatego stacja Spike (obecnie Paramount Network) zdecydowała się anulować serię po pierwszym sezonie. Z mojej perspektywy był to gigantyczny błąd, bowiem to co zgubiło serial, to zła promocja i wiele nierówności, szczególnie na tle aktorskim. Jeśli ktoś nastawiał się na przeniesienie twórczości Kinga na ekran, to zapewne musiał się zawieść. Nie czytałem jego noweli "The Mist", ale poszperałem w sieci, aby poznać jej fabułę. Znam też film z 2007 roku, będący jej adaptacją, który uważam za bardzo słaby. Dlaczego zatem bronię serialu? Bo dla mnie, mimo ogromu potknięć, był on naprawdę porządny i zostawił mnie z sporym niedosytem. Postaram się wam przedstawić swój punkt widzenia i co w pierwszym sezonie "Mgły" mnie kupiło.

6 maja 2018

Pożoga #2

Gdy w moje ręce trafił pierwszy z trzech tomów "Pożogi" byłem bardzo zadowolony. Oto Jean-David Morvan, scenarzysta znanej i lubianej serii "Armada", postanowił przenieść na karty komiksu krótką powieść z 1943 roku. Co w niej takiego niezwykłego? Napisał ją Rene Barjavela, francuski dziennikarz i publicysta, który okazał się być wizjonerem. Stworzył prostą wizję apokalipsy świata całkowicie uzależnionego od energii elektrycznej, który załamał się po tym gdy na słońcu doszło do rozbłysku. To zdarzenie "rozmagnesowało" Ziemię oraz wszystkie urządzenia elektryczne, jakie się na niej znajdowały. Zważywszy, że pisał swe dzieło w okresie II Wojny Światowej, w momencie gdy obie strony konfliktu borykały się z problemami związanymi z ropą, jego wizja okazała się nad wyraz przerażająca. Dziś w dobie pełnej cyfryzacji i elektroniki jest ona jeszcze mroczniejsza oraz, na nasze nieszczęście, bardzo realistyczna. Oto wizja świata ucywilizowanych ludzi, którzy zostali pozbawieni prądu.

5 maja 2018

Comics Report #27: Majowy Egmont

Maj już w pełni, A ja dopiero teraz publikuję zaległe teksty (dlatego data tak wczesna), gdyż od blisko 2 tygodni siedzę nad projektem gry planszowej. Dlatego teraz nadrabiam zaległości na blogu, wykorzystując "puste sloty". Zaczniemy od nowości Egmontu, które niedawno do mnie przybyły, a w maju jest trochę ciekawych pozycji. Niestety dwóch najciekawszych - "Miecz Ardeńczyka" oraz "Kenia" - nie było na liście egzemplarzy recenzenckich, zatem je zaprezentuję, jak po prostu kupię. A uczynię to na pewno, bo oba bardzo, ale to bardzo mnie interesują i jestem niemal pewien, że trafią do mojej kolekcji na stałe. Dlatego w tym materiale zaprezentuje inne, moim zdaniem, zapowiadające się ciekawie komiksy od tego wydawcy. Zainteresowanych moją opinią o nich, zapraszam do lektury tego tekstu.

4 maja 2018

Star Wars Komiks: Cytadela Grozy

Komiksy z Doctor Aphrą zawsze idealnie trafiają w mój gust. Głównie na wspomnianą bohaterkę, którą uznaję za najlepszą postać z obecnego kanonu Star Wars. Teoretycznie to żeńska i mroczniejsza wersja Hana solo i jego ekipy, ale prawda jest taka, że Aphra posiada coś, czego Hanowi zabrakło. Charakter. Postać wykreowana przez Harrisona Forda w 1977 roku na swój sposób jest urocza. Przewidywalny w swym zachowaniu łowca przygód, którzy rzekomo nie liczy się z nikim, a jedynie patrzy na własny zysk. Tylko tam gdzie Han robi to rzekomi i zawsze ostatecznie wciela się w rycerza na białym koniu, Aphra potrafi okazać się rasową suką. Pracuje dla tego kto płaci lub tam gdzie zwęszy interes. Nie boi się otwarcie mówić o ciemnych stronach Rebelii i dobrych zagrywkach Imperium, choć nie kibicuje żadnej ze stron. Ma interes, chce na nim zarobić, więc jest gotowa poświęcić każdego, aby to uczynić. Jej towarzysze tez nie są z nią z powodów czystego oddania i przyjaźni. Te wszystkie zmienne sprawiają, że Aphra to najbardziej realistyczna postać w całym Star Wars. Choć nawet ją czasem ruszy sumienie.

3 maja 2018

Katanga #1: Diamenty

Gdy w 1960 roku Demokratyczna Republika Konga odzyskała niepodległość, po wielu latach okupacji belgijskiej, niedługo cieszyła się pokojem. Latem tego samego roku, kilka miesięcy po uzyskaniu wolności, prowincja Katanga ogłosiła niepodległość. Doprowadziło to do kilkuletniej, bardzo krwawej wojny domowej, w efekcie której doszło do ogromnych czystek na tle etnicznym. W wojnie uczestniczyło wielu białych najemników z Europy, w tym większość na służbie władz Katangi, która współpracowała z Belgią oraz belgijską górniczą kompania handlową. Właśnie na tel tych wydarzeń Fabien Nury napisał historię swego komiksu. Historie zmyśloną, ale hipotetycznie mogła się wydarzyć, szczególnie w chaosie jaki panował wtedy w kraju. Zatem trzytomowa "Katanga" to fikcja. Niemniej całość wygląda miejscami jak dokument, bowiem Nury zadbał o bardzo wiele istotnych szczegółów.

2 maja 2018

Gwiezdny zamek #1: 1869 - Podbój kosmosu

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem okładkę "Gwiezdnego zamku", wiedziałem, że muszę mieć ten komiks. Wiele osób wspomina przy jego omawianiu, o pracach Juliusza Verne, szczególnie książkę "Z Ziemi na Księżyc" opublikowaną w 1865 roku. Jest to jak najbardziej trafne porównanie, gdyż Alex Alice chciał ukazać co by było, gdyby wywodząca się z starożytności teoria eteru okazała się prawdą. To na niej wzorował się Verne, pisząc swoje dzieło, a za jego życia, starano się udowodnić jej prawdomówność. Na czym polegała? Otóż według Greckich uczonych okresu antycznego, w tym Platona, istniał piąty żywioł, koło czterech podstawowych, który wypełniał przestrzeń. Z czasem ta myśl ewoluowała, stając się jedną z teorii w świecie fizyki. Wtedy uważano, że eter jest związany z rozchodzeniem się w przestrzeni światła oraz fal elektromagnetycznych. Długo starano się to udowodnić i pod koniec XIX wieku rozbłysła na nowo, wraz z rozwojem teorii elektromagnetyzmu. Upadła dopiero po opracowaniu szczególnej teorii względności, w 1905 roku. Jednak, co by było, gdyby teoria eteru była prawdziwa? Jak potoczyłyby się losy ówczesnej Europy? Czy Otto von Bismarck stałby się jeszcze większym zagrożeniem dla kontynentu, a może i całego wszechświata? Na takie pytania stara się odpowiedzieć "Gwiezdny zamek" i wychodzi mu to bardzo dobrze. Czemu? Odpowiedź znajdziecie poniżej.

1 maja 2018

Podniebny Orzeł

Kto w miarę regularnie czyta mojego bloga, ten wie że uwielbiam komiksy gdzie fikcja literacka łączy się z historią. Dlatego "Podniebny Orzeł" przykuł moją uwagę, gdy usłyszałem o nim po raz pierwszy. Dwoje Japończyków - Manzo i Hikosaburo - będących samurajami i weteranami wojennymi, po upadku Szoguna, uciekło do USA. Tam mieli rozpocząć nowe życie, z dala od wojny. Los oczywiście z nich zakpił i pasmo pecha nie opuszczało dwójki przyjaciół na nowej ziemi. Pewnego razu jednak uśmiechnęła się do nich nadzieja i znaleźli nowy dom w wiosce Indian. Indian Wielkich Równin, odważnych wojowników Oglala, którym przewodził Szalony Koń.

30 kwietnia 2018

Smerfy #11: Smerfolimpiada

Pierre Culliford, belgijski rysownik i scenarzysta, znany szerzej jako Peyo, w 1963 roku dał początek jednej z najsłynniejszych serii komiksowych dla dzieci. Smerfom. Same skrzaty pojawiły się blisko pięć lat wcześniej, debiutując na łamach innej jego serii "Johan i Pirlouit". Jednak Peyo zmienił nieco koncepcję ich narodzin i tak małe, niebieskie skrzaty, na które poluje zły czarownik Gargamel, pozostały z nami do dziś. Kiedyś przybliżę wam, moi drodzy czytelnicy, pełną historię świata Smerfów. Dziś jednak pragnę skupić się na "Smerfolimpiadzie", 11 albumie serii, który wyszedł jeszcze spod ręki mistrza. Komiksie zapowiedzianym przez wydawnictwo Egmont blisko 20 lat temu. Ważnym dla całej serii, ale też jako samodzielny album, bowiem niesie z sobą bardzo istotną naukę.

29 kwietnia 2018

Pajęczym Okiem #3: Biały Kot - Kocia kawiarnia w Gdyni

Zaczynamy w pełni długi weekend majowy, więc warto odwiedzić jakąś kawiarnię. U mnie padło na Białego Kota, bowiem byłem w Gdyni, moim rodzinnym mieści. Wybrałem ten lokal głównie dla kotów, gdyż jest to kocia kawiarnia, które ostatnio są coraz bardziej popularne w Polsce. Nigdy wcześniej nie byłem w takim miejscu, a że dodatkowo mają gry planszowe i gorącą czekoladę w karcie, to nie było siły na tym świecie, która mogłaby mnie powstrzymać. Zatem przybyłem, zagrałem, wygłaskałem, wypiłem i...

28 kwietnia 2018

Tyler Cross #1: Black Rock

Z pracami Fabiena Nury miałem już styczność, więc sięgając po pierwsza przygodę Tylera Crossa, liczyłem na solidny, gangsterski tytuł. Dostałem natomiast porządną, rzemieślniczą pracę. Komiks nie był zły, miejscami naprawdę wypadał rewelacyjnie, ale tylko miejsca. Do tego prace Bruno, który podjął się narysowania go, mają podobny efekt. Są dobre, czasami wręcz genialne, niemniej posiadają też pewne irytujące mnie elementy. Zatem czy nowa pozycja od Wytwórni Słowobrazu jest przeciętna? Nie. To dobry komiks, który może spodobać się szerszej publice i zaraz to udowodnię. Niemniej zbyt mocno popełnia jeden z grzechów, który czasem bardzo szkodzi - jest wtórny.

27 kwietnia 2018

Ikigami #1

"Ikigami" jest pierwszym komiksem po który sięgnąłem od wydawnictwa Hanami. Mimo, że koledzy zachwalali "Monsters", a sam chciałem zacząć moją przygodę z tytułami od "Podniebnego Orła", los sprawił, że stało się inaczej. Tak naprawdę nie umiem wyjaśnić, czemu pozycja, którą chciałem przeczytać jako ostatnią, wylądowała ostatecznie na pierwszym miejscu. W chwili gdy piszę ta recenzję, nie czytałem jeszcze wyżej wymienionych tytułów, co pewnie zaraz uczynię. Niemniej "Ikigami" na swój sposób mnie oczarowało. Czy jest to komiks idealny? Nie dla mnie, a mimo to wchłonąłem go jak gąbka wodę, a na ostatnich kadrach mimowolnie się popłakałem.

26 kwietnia 2018

The Titan

Zachęcony "Anihilacją" sięgnąłem po kolejny film Netflixa, z półki science fiction. Padło na "The Titan", bowiem moją uwagę przykuł plakat i osoba Sama Worthingtona. Aktora którego bardzo cenię oraz lubię oglądać filmy z jego udziałem. Nie zawsze ma ciekawe role, ale nawet on osłodził mi "Terminatora Salvation" do tego stopnia, że film oglądało mi się przyjemnie. Tego samego nie mogę powiedzieć tym razem, bowiem obraz Lennarta Ruffa (reżyseria) i Maxa Hurwitza (scenariusz) jest piekielnie toporny. Z początku ciekawy i trzymający w napięciu, ale od połowy wszystko zaczyna się sypać, niczym domek z kart.

25 kwietnia 2018

Dom - Roberto Innocenti, J. Patrick Lewis

Na ten tytuł trafiłem totalnym przypadkiem, przeglądając półkę z baśniami u mojej matki. Jest tam dużo bardzo starych wydań, która doskonale pamiętam z dzieciństwa. Jednak moje oko przykuł cienki album dużego formatu. Był zatytułowany po prostu "Dom". Rysunek na okładce od razu chwycił mnie a serce, choć wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak ogromny ma on wydźwięk. Wyszedł on spod ręki Roberto Innocenti, włoskiego artysty-samouka, który rysować nauczył się przygotowując plakaty filmowe. Dotąd zilustrował wiele baśni dla dzieci, jak "Pinokio", "Calineczka", czy "Dziadek do orzechów". Wykonał też rysunki do jednej z słynniejszych książek o holocauście "Rose Blanche". Tym razem jednak dotknął tematyki dość unikalnej i niestety bardzo smutnej. Wraz z J. Patrickiem Lewisem, odpowiedzialnym za tekst, przedstawił czytelnikom krótką historię pewnego domu. Domu Tysiąca Opowieści.

24 kwietnia 2018

Ekho. Lustrzany świat #6: Deep South

Uwielbiam prace Scotcha Arlestona. Chyba najbardziej znane jego serie w Polsce, to "Lanfeust z Troy" oraz "Trolle z Troy", choć to tylko moje zdanie. Gdy zatem dorwałem się do "Ekho. Lustrzany świat", bałem się, że Arleston wpakuje ten świat do Troy, ale na szczęście tak się nie stało. To zupełnie osobne uniwersum, bardzo specyficzne i nad wyraz ciekawe. Miejsce gdzie elektryczność po prostu nie istnieje, a ludzie zastępują ja najbardziej wymyślnymi wynalazkami. Czasami mam wrażenie, że autor parodiuje tutaj w specyficzny sposób serial "Flinstonowie", co wychodzi mu świetnie. Tym razem para głównych bohaterów - Fourmille Gratule i Yuri Podrov - borykają się z problemem radykalnego ugrupowania chrześcijańskiego walczącego z słynną, latynoską piosenkarką. Bardzo popularny temat, z pozoru wydający się pochwałą dla nowoczesnego feminizmu. A jednak... Arleston potrafi zaskoczyć.

23 kwietnia 2018

Thorgal młodzieńcze lata #6: Lodowy drakkar

Przygody o najsłynniejszym potomku Atlantów, wychowanym przez Wikingów Północy, czyli Thorgalu Aegirsonie, przeżywają ostatnimi laty poważny kryzys. Główna seria to obecnie totalny groch z kapustą, gdzie nieudolnie starano się rozwinąć wątek Czerwonych Magów. Cykl o Kriss de Valnor miał ogromny potencjał, ale ostatecznie rozwalono go na kawałki, masą absurdów. Ostatni tom, zatytułowany "Góra Czasu" osobiście uważam za jeden z najgorszych albumów "Thorgala", jeśli idzie o scenariusz. Przygody młodej Louve lepiej przemilczeć, bo to już niemal dno, choć ostatni tom jakoś sensownie poskładał w całość część wątków. Cykl Młodzieńcze lata, będący swoistym prequelem głównej serii dotąd trzymał poziom. No właśnie, trzymał, czas przeszły użyłem w tym wypadku celowo, bowiem "Lodowy drakkar" popełnia grzechy swych poprzedników. Miał fajny pomysł, ale go rozmienił na drobne.